Dowódcy synchronizują zegarki. Na most wbiec mamy bez względu na wszystko o godzinie 13:15...



Bunkerkanonen am Albertkanal - 3,7 cm Pak w walce z bunkrami nad Kanałem Alberta



Kalendarz imprez grupy



[Rozmiar: 20611 bajtów]


Autorzy Autorzy Autorzy Bibliografia Marsze Galeria
[Rozmiar: 2610 bajtów]
Rekrutacja




Bunkry, Mosty, Pionierzy
działania VII Korpusu Armijnego - Korpuśny Batalion Pionierów

Z lasów słychać uderzenia toporów, wierzchołki drzew chwieją się i z szelestem walą ku ziemi, słychać dźwięk pił, i wszędzie uderzenia narzędzi: Pionierzy przy pracy. Woda opływa już pierwszą podporę mostu. Deska piętrzy się na desce, belki na belkach. Aż po pierś żołnierze stoją w wodzie. Na brzegu płoną liczne ogniska, przy których zsiniali z zimna mogą ogrzać się przez kilka minut. Ciężkie pojazdy z Brückenkolonnen - kolumn mostowych - przywożą niestrudzenie drewno; bo materiał do budowy mostów wojennych nie wystarcza. Szeroko otwarte są klapy komór silników, para z sykiem bucha z przegrzanych chłodnic. Pionierom zawsze jest spieszno.

Kilka metrów dalej w dół rzeki stoją resztki starego mostu. Zwęglone na czarno belki sterczą z dna, zalegają u zmurszałych filarów. Jeszcze nieco dalej woda brodu chlupocze pod kołami pojazdów, ciężkie opony grzęzną w szlamowatym dnie, podniecone kopyta koni rozpryskują wodę. Kolumna po kolumnie przeprawia się przez bród, a z przejazdem każdego kolejnego pojazdu dno staje się coraz bardziej rozjeżdżone. Poniżej brodu woda staje się brudnożółta. Na gruzach starego mostu piechurzy położyli sobie prowizoryczny podest, poniżej ich stopy gniotą zwęglone belki mostu i brodzą obok bielących się drzazg i trocin, które płyną z miejsca budowy nowego mostu. Od tego nowego mostu zależy nieutrudnione posuwanie się naprzód całego korpusu armii.

Tak było podczas przeprawy przez rzekę Gostynię, gdzie Polacy ciągle starali się przeszkodzić budowie mostu strzelając z karabinów maszynowych. Tak było przy przeprawie przez Przemszę, gdzie kilka znalezionych barek ułatwiło budowę mostu. I tak było pod Górą, Broskowicami i Opatowcem.

Niepotrzebne więcej mosty były w największym pośpiechu rozbierane, inne były ostatecznie rozbudowywane w mosty pomocnicze/tymczasowe (Behelfsbrücken) - gdyż ciągle na nowo potrzebny był sprzęt mostowy, ciągle - w miarę możliwości - pracowano przy pomocy materiału pomocniczego/prowizorycznego albo promów. Szczególnie trudno było nad Sanem. Pojazdy z kolumny mostowej ugrzęzły w piasku i dotarły dopiero w środku nocy.

Pod Rudnikiem przerzucono przez rzekę most wojenny, ale drogi na drugim brzegu były tak złe, że uniemożliwiły dalszy marsz dywizji naprzód. Dlatego pospiesznie rozebrano most pod Rudnikiem i popołudniu zbudowano go znowu pod Krzeszowem. Ogromne osiągnięcie kompanii i kolumny mostowej!

*

Polacy się przełamali! Niedowierzające twarze! Przełamali się, Polacy? Już ponownie obsadzili Narol!

Motocyklista z meldunkiem dociera do Pionierbataillonu, aby ściągnąć go do walki. Potrzebny każdy żołnierz. Każdy, kto może nieść karabin - trzeba zatrzymać polskie przełamanie. Jest już noc, z zaciemnionymi reflektorami pojazdy tłuką się po zniszczonych drogach. Stop!

Oficerowie zbierają się w ciemności, na krótko rozbłyskują latarki, stłumione rozkazy przebiegają przez szeregi. Drużyny bezgłośnie znikają w ciemnościach. Trzaskają gałązki, hełm dzwoni uderzając o drzewo, krzaki haratają skórę i mundur. Tutaj, w tym lesie, w tej ciemności rzekomo przystanęli gdzieś przełamujący się Polacy. Na przedzie coś się rusza. W jednej chwili żołnierze przyjmują postawy strzeleckie, liczne wystrzały rozbrzmiewają głośno w skąpanym w nocy lesie.

Tak, są tutaj. Także po drugiej stronie rozbłyska ogień wylotowy. Kule głucho wbijają się w drzewa, drzazgi przelatują obok uszu. Tu i tam okrzyk, przekleństwo. MG strzela pociskami smugowymi serię po serii. Nieskończenie długa zdaje się być ta noc. Wypełniają ją strzały i zażarta, twarda walka w ciemnościach. Przełamanie zatrzymane. Tutaj dalej nie przejdą.

Powoli jaśnieje poranek. Oddział uderzeniowy naprzód! Dowódca batalionu prowadzi go osobiście. Oddział przemyka się drogą na Narol. Pierwsze, rozsiane domy są spokojne. Najważniejsze, by most nie był zajęty - most przez Tanew.

Patrol przesuwa się przy ścianach domów. Tam na przedzie jest most, ale jest pilnowany. Trzech Polaków stoi w hełmach, ręce trzymają w kieszeniach. Jeden ma w kąciku ust papierosa. Najwyraźniej czują się naprawdę bezpieczni. Wtedy obok oddziału trzask okna, fontanna ziemi wybucha w powietrze. Granaty ręczne! Cholera! Lecą z domów. Jeszcze jeden i jeszcze jeden. Szczęście, że jeszcze jest ciemno. Straże strzelają jak dzikie, wszędzie pojawiają się żołnierze. Oddział rozpoznawczy zbiera się przy ostatnich domach.

Tylko parę lekkich zranień. Mimo granatów ręcznych. Jeszcze raz się udało. Ale coś innego staje się przy tym jasne: droga przez Narol, most przez Tanew muszą zostać oczyszczone. Całe zaopatrzenie dla walczących oddziałów, uzupełnienia i wzmocnienia, wszystko to potrzebuje tej drogi. Kolumny zaopatrzeniowe i niewprowadzone jeszcze do walki oddziały korpusu tłoczą się już w korku około dwa kilometry przed miastem. Bezpieczeństwo całej trasy marszu jest zagrożone, jeżeli wróg ostatecznie zasadzi się w Narolu.

Meldunkowy dostarcza rozkaz Generalkommando, aby dalej na południe pod Łowczą zabezpieczyć prawą flankę korpusu przed spodziewanym z kierunku Rawy Ruskiej wrogiem. Dowódca chodzi tam i z powrotem. Zastanawia się gorączkowo. Łowcza, dobrze, tam trzeba pomóc. Ale trzeba też oczyścić drogę tutaj. Cały marsz naprzód utyka. Dowódca podejmuje decyzję: szturm na Narol! Jedna kompania wystarczy dla zabezpieczenia w Łowczy. W stojącej w korku masie oddziałów, która czeka na szosie pod Płazowem, dowódca szuka wsparcia. Części batalionu obrony przeciwpancernej, pluton z dywizyjnego batalionu pionierów, bateria flak (dział przeciwlotniczych), i jedno działo przeciwlotnicze 8,8 cm flak podporządkowują się mu.

Nim są na miejscu, walka jest już w pełnym toku. Z granatami ręcznymi i bagnetami pokonano pierwsze domy w Narolu. Gdzie tylko z niskiego domu padł strzał, do środka leciał granat ręczny. Cywil leży jeszcze pośrodku drogi, w zaciśniętej dłoni trzyma karabin.

Pierwsi atakujący widzą już most przez Tanew. Jest pusty, żadnej straży na przyczółku, ale tam, przy środkowym jarzmie mostu, w powietrze wznosi się niebieski dymek. Pionierzy wiedzą, skąd pochodzi. W następnej sekundzie most może wylecieć w powietrze. Jeden z Pionierów biegnie naprzód. Podkute saperki głucho stukają o most. Pada, serie MG przelatują nad nim, koledzy kryją jego ruchy tak morderczym ogniem, że po drugiej stronie nie podnosi się z ukrycia żadna głowa. Udaje się! Ładunek wybuchowy wpada do wody. Most uratowany.

Po drugiej stronie rzeki eksplodują trafiające w domy pociski artyleryjskie. Podnoszą się ciężkie obłoki dymu. Polacy wycofują się, gorączkowo opuszczają budynki, szukają schronienia. Dopada ich grad pocisków z MG. Jeden z polskich żołnierzy biegnie dalej. Znika w dymie kolejnej eksplozji.

Przez radiostację biegnie do artylerii wiadomość: "Feuer einstellen!" - "Wstrzymać ogień" Ciemny dym kłębi się, sunąc przez miasto. Dom zapala się od domu. Stukot karabinów maszynowych, głuche eksplozje granatów ręcznych, ostre dźwięki wystrzałów z karabinów przesuwają się w głąb miasta, gdy docierają wzmocnienia. Tylko w kilku domach stawiany jest jeszcze opór. Te domy brane są pod ostrzał dział flak prowadzony na wprost. Wkrótce będzie koniec. Chusteczka do nosa łopocze na lufie karabinu - Narol wzięty!

zródło: Wir zogen gegen Polen - Kriegserinnerungswerk des VII. Armeekorps, wydane przez: Generalkommando VII Korpusu Armijnego, Monachium 1940 r.
tłum. Hainrich





Wśród bolszewików zapanowało zamieszanie. Miotacz ognia niósł do okopów śmierć...


3. Dywizja Pancerna została utworzona 15 października 1935 r. w Wünsdorf niedaleko Berlina. Nazywana była "Dywizją Niedźwiedzia"...



Stalingrad - reportaż radiowy o walkach miejskich z września 1942 r. w .mp3!



FmW 41 - powstanie, budowa, zastosowanie



Rakietnica Leuchtpistole LP-38


Śpiewnik saperski - ściągnij .mp3