Dowódcy synchronizują zegarki. Na most wbiec mamy bez względu na wszystko o godzinie 13:15...



Bunkerkanonen am Albertkanal - 3,7 cm Pak w walce z bunkrami nad Kanałem Alberta



Kalendarz imprez grupy



[Rozmiar: 20611 bajtów]


Autorzy Autorzy Autorzy Bibliografia Marsze Galeria
[Rozmiar: 2610 bajtów]
Rekrutacja


Pociąg pancerny podczas walki o Chojnice, 1 września

Wspomnienia członka załogi

Do ataku na Chojnice, 1 września 1939 r. skierowany został pociąg pancerny. Miał w uderzeniu z zaskoczenia zająć dworzec w Chojnicach i utrzymać go aż do nadejścia idącego za nim pułku piechoty.

W nocy z 31 sierpnia na 1 września pociąg pancerny został podciągnięty do niemieckiego dworca granicznego. O 4:15 ruszył na wschód.

Jedziemy o szarzejącym poranku do granicy. Gęsta mgła uniemożliwia dalszą obserwację. Krótko przed granicą z mgły wynurzają się długie szeregi strzelców idącej naprzód piechoty. Niekiedy da się rozpoznać za gospodarstwami i dużymi stogami siana stanowiska artylerii. Machając i wołając przejeżdżamy te czołowe linie niemieckie. Potem jesteśmy sami na terenie wroga, jeden z pierwszych niemieckich oddziałów, który przekracza granicę.

Wiemy, że mosty między granicą a Chojnicami są przygotowane do wysadzenia. Jeżeli nasze zadanie ma zostać wypełnione, może być tylko jedna taktyka: najszybsze uderzenie, wykorzystanie zaskoczenia. Z dużą prędkością pociąg gna naprzód. Taktyka sprawdza się już przy pierwszym moście, o którym wiemy, że jest zaminowany. Wyleci w powietrze? Ze zwiększoną prędkością wjeżdżamy na most - i udaje się przejechać na drugą stronę. Być może sprzyja nam mgła, która jest coraz gęstsza i stopniowo daje tylko widoczność na 20 m. Właściwie i my nie możemy zauważyć wroga we mgle, mimo, że na pewno przekroczyliśmy już jego pierwszą linię.

Pionierzy podczas budowy mostu z użyciem pontonów saperskich.

Tak jak przez pierwszy tak i przez drugi most przejechaliśmy bez przygód: zwiększone tempo, potem kilka sekund oczekiwania w napięciu i jesteśmy na drugiej stronie. A kiedy przejechaliśmy i trzeci, nagle z mgły wynurzyły się budynki, wieża wodna, w większej odległości kontury większego miasta: osiągnęliśmy dworzec "Chojnice" - Konitz. Wjazd na dworzec, przejeżdżamy magazyny towarowe i wieżę wodną, w której ma być wbudowane działo ppanc.

Pociąg zatrzymuje się przed budynkiem dworca. Nigdzie oporu. Ucieka kilku urzędników kolejowych, szybko związane tobołki pod ręką. Dowódca pociągu pancernego opuszcza go, dwa oddziały strzelców zajmują teren dworca. O godzinie 5:10 radiostacja melduje do korpusu armii, że dworzec w Chojnicach został zajęty.

I padają pierwsze strzały, Polacy zorientowali się w sytuacji. Nasze MG. zaczynają odpowiadać. Pierwsze małe walki o budynek dworca trwają. W tym samym momencie zostają przyprowadzeni pierwsi jeńcy, najpierw zdezorientowani kolejarze, potem też żołnierze z obsady dworca. Zostają najpierw zamknięci w poczekalni. Na wschodniej i południowej stronie terenu dworca panuje bitewny zgiełk.

Do obsadzenia zostaje skierowanych 15 żołnierzy. Okazuje się szybko, że potrzebne są posiłki. Ochotnicy z różnych półplutonów MG. (MG-Halbzueg) spieszą, przede wszystkim, aby zabezpieczyć rozległą stronę północną terenu dworcowego. Duże, otwarte, niemalże pozbawione ukryć tory; między tym rozsiane duże i małe budynki dworcowe, które przeszukane mogą być tylko częściowo i tylko w wielkim pośpiechu; wszędzie długie rzędy wagonów towarowych i osobowych, którymi i za którymi mogą podejść Polacy, wejścia do przejść podziemnych między peronami; obok torów gęste, zupełnie zasłaniające widoczność ogrody z krzakami: to jest teren walki. Z tyłu, już tylko lekko zamglone, rzędy domów z wolnym widokiem na cały dworzec, a za nimi miasto ze swoimi dużymi oddziałami, które zostały już zaalarmowane. Podczas gdy odgłosy bitwy z południowej części dworca nasilają się coraz bardziej, także do tej pory spokojna strona północna ożywia się. Najpierw sygnały trąbkami, odgłosy w ogrodach i na ulicach, i już silne polskie oddziały starają się podejść przez północny tor do ataku na tyły walczących na południowej stronie dwóch oddziałów strzelców. Nieliczni żołnierze dopiero teraz skierowanych do akcji posiłków zatrzymują ten atak i zapobiegają okrążeniu.

Podczas tych walk Polacy wysadzają most leżący bezpośrednio przed dworcem. Od silnej detonacji pękają szyby w oknach. Pociąg wjeżdża, aby uzyskać pole strzału dla ciężkich MG. i dział, na nietkniętą jeszcze część mostu. 20 żołnierzy desantu zostaje samych na dworcu. Szybko od odłamków wrogich granatów następują pierwsze straty w obsłudze przedniego działa. Pomimo to kilkoma bezpośrednimi trafieniami z odległości 50 m dusi ono ogień wroga, dochodzący przede wszystkim z wieży wodnej zaraz na lewo od dworca.

W międzyczasie na samym dworcu walka staje się ostrzejsza. Polski kontratak jest w pełnym toku. Wróg strzela karabinami maszynowymi, działami piechoty i działami ppanc. W tym położeniu nie ma innej możliwości, jak wycofać znowu oddziały szturmowe. Próba wysłania gońca do dworca i ściągnięcia w ten sposób strzelców z powrotem, nie udaje się; goniec ginie. Tak więc pociąg sam musi znowu wjechać na dworzec, trzeci raz przejechać nad przejściem podziemnym, które w każdym momencie może być wysadzone. Widzimy już polski oddział wysadzający przy pracy, ale nasze MG. zabijają go. Przejazd jest zabezpieczony. Na dworcu gwizdy naszej lokomotywy wzywają oddział desantu do pociągu. Biegną w polskim ogniu. Jako, że do wejścia zostają zmuszeni także polscy jeńcy, ostrzał ustaje. Strzelając pociąg znowu rusza przed miasto, czwarty raz przez most, znowu zabijając polski oddział wysadzający, tym razem wyposażony w kilka granatów ręcznych. I znowu pociąg zatrzymuje się, gdy tylko ma wolne pole strzału.

Prawdziwy krajobraz skraju miasta, dla obrony najlepsze pole walki. Duże, gęste ogrody, między nimi altanki, wszędzie rozsiane małe budynki, panujące nad terenem i mające wszystko pod swoim ogniem budynki dworca, zwłaszcza wieża wodna. W zaroślach przed nami stanowisko zajmują trzy ciężkie karabiny maszynowe. Przednia wieża artyleryjska niszczy je z odległości 150 m. Strzelają, po tym jak poległ dowódca działa i celowniczy, sami kanonierzy. Wrogi ogień z budynków dworca i z zarośli wokół wzmaga się. Dalej, na skraju miasta, ledwo widocznym we mgle, muszą strzelać działa ppanc., których strzały biją w pancerne burty pociągu. Wszystkie MG plutonu strzelają nie wyładowane, z pociągu, ale nie możemy zapobiec temu, że za gęstymi krzakami i za wieloma małymi szopami skraju miasta ciągle nowe działa piechoty i ppanc. zajmują stanowiska. Naszej piechoty jednak, która mogłaby nas wyciągnąć z tego piekła i pomóc, ni widu ni słychu. Nie słychać nawet odgłosów walki jej zbliżania się.

Wtedy z najbliższej odległości ogień otwierają działka ppanc. Jedno z trafień przebija wieżę dowodzenia dowódcy (Kommandoturm des Fuehrers) i zabija go. Jego zastępca przejmuje dowodzenie i udaje się ze swojego artyleryjskiego stanowiska obserwacyjnego (Artilleriebeobachtungsstand) do wieży dowódcy. Tak jak wcześniej wszystkie MG. walczą z ogniem wroga, podczas gdy pociąg jedzie powoli do tyłu, aby nie stanowić dla wroga nieruchomego celu. Ale nasze karabiny maszynowe mogą przydusić tylko małą część broni wroga. Tylne działo strzela do kilku domów 70 m w bok, w których znikli polscy żołnierze. Pociski wyrywają ziejące dziury. Karabiny maszynowe koszą długi żywopłot długie ogrodzenie ogrodu, za którym roi się od polskich strzelców.

Wtedy silne pchnięcie wywraca załogi i sprzęt do góry nogami. Pociąg wjechał na most, który został wysadzony. Tylny wagon budowlany (Bauwagen) spada wraz z mostem, tylny wagon artyleryjski wykolejony wisi na reszcie pociągu. Szybko nadchodzą rozkazy: odczepić oba wagony i jechać naprzód. Żołnierze przesiadają się, wagony zostają odczepione, ale nie da się już wykonać rozkazu odjazdu. Pociąg stoi, nie możemy jechać ani naprzód ani do tyłu, jesteśmy wielkim, stojącym celem na wysokim nasypie, wyraźnie obrysowującym się na tle jaśniejącego nieba. W burty pancerne bije już wzmocniony ogień ppanc., które wytrzymują może tylko dlatego, że pociski trafiają pod zbyt ostrym kątem. I już 1500 m na bok, na prawo wroga bateria zajmuje stanowisko i posyła pierwsze pociski. Kiedy w pociąg biją pierwsze trafienia artylerii, jest już tylko jedna możliwość - alles raus! - wszyscy na zewnątrz!

W ogniu wrogiej artylerii i km opuszczamy pociąg. Z wagonów zostają zabrane skrzynie z amunicją i broń, ranni. Jeńcy zostają w pociągu. MG. zajmują stanowiska obok niego.

Do tego czasu, między 10 a 11, nadchodzi w końcu szpica naszej piechoty. Ale jest jeszcze za słaba, aby wobec działania ognia wroga móc uwolnić załogę pociągu. Kiedy wzmaga się ogień polskiej artylerii, a niektóre wagony zapalają się, a bezpośrednie trafienia artyleryjskie detonują amunicję i łuski w przednim wagonie artyleryjskim, załoga musi ustąpić 200 metrów. Ciężkie MG. znowu zajmują stanowiska, z kierunkiem ostrzału na południowy skraj Chojnic, w celu zwalczania ognia wroga. Dalej na północ piechota atakuje teraz po przygotowaniu artyleryjskim na majątek Grunowhoehe (Grunowo?) i dworzec Chojnice. I tutaj załoga pociągu pancernego odrywa się od piechoty i zbiera się znowu w pobliżu pociągu.

Źródło: źródło: "Kampferlebnisse aus dem Feldzug gegen Polen 1939", Berlin 1940
Tłumaczenie: Hainrich





Wśród bolszewików zapanowało zamieszanie. Miotacz ognia niósł do okopów śmierć...


3. Dywizja Pancerna została utworzona 15 października 1935 r. w Wünsdorf niedaleko Berlina. Nazywana była "Dywizją Niedźwiedzia"...



Stalingrad - reportaż radiowy o walkach miejskich z września 1942 r. w .mp3!



FmW 41 - powstanie, budowa, zastosowanie



Rakietnica Leuchtpistole LP-38


Śpiewnik saperski - ściągnij .mp3