Dowódcy synchronizują zegarki. Na most wbiec mamy bez względu na wszystko o godzinie 13:15...



Bunkerkanonen am Albertkanal - 3,7 cm Pak w walce z bunkrami nad Kanałem Alberta



Kalendarz imprez grupy



[Rozmiar: 20611 bajtów]


Autorzy Autorzy Autorzy Bibliografia Marsze Galeria
[Rozmiar: 2610 bajtów]
Rekrutacja


Skromna piechota


Piechota niemiecka odpoczywa po marszu.
Kampania na zachodzie, 1940 r.


Oberleutnant Poll - z jedenego z pułków piechoty ze Szwabii, walczącego w 1940 r. w ramach XXXVIII Korpusu Armijnego tak pisał w "liście" do przyjaciela o urokach bycia piechurem:

Drogi Przyjacielu!
Teraz, gdy milczą już działa, chciałbyś przeczytać moją relację z kampanii we Francji. Oczekujesz z pewnością czegoś nadzwyczajnego czy trzymającego w napięciu. Ja nie należę jednak do żadnego z tych rodzajów broni, które przeprowadzają rozpoznanie daleko przed linią frontu — na koniu albo w pojeździe pancernym. Nie dane mi było odnoszenie wysoko w powietrzu, w szybkim jak błyskawica myśliwcu Messerschmitta zwycięstw nad lotnikami wroga. Nie posiadłem sztuki strzelania z zasłoniętego stanowiska ogniowego czy według mapy. Jestem tylko prostym oficerem piechoty; za mną maszeruje równym krokiem, po pełnych kurzu, nie mających końca drogach marszu 150 piechurów. Zlanych potem, całych w pyle, obładowanych ekwipunkiem i skrzynkami z amunicją. Z nimi śpię w tym samym przydrożnym rowie, jem z takiej samej menażki, biegam jak hart wzdłuż kolumny marszowej, aby jednego podnieść na duchu a od innego wziąć na chwilkę karabin. Widzisz, mój kolego — taka jest moja barwa broni.

A teraz oglądasz w Wochenschau i czytasz w dziennikach, jak eskadry bombowe lecą kursem na zachód, by zrzucić swoje bomby na jakieś urządzenia portowe, dworce, fabryki zbrojeniowe; widzisz, jak nasze myśliwce rzucają się na wroga mającego kilkukrotną przewagę i mimo to wygrywają; widzisz, jak nasze Stukasy, niczym drapieżne ptaki uderzają na pociągi pancerne i okręty. Czytasz o brawurowym przełamaniu naszych oddziałów pancernych aż do morza, widzisz na kinowym ekranie wynik bitwy pancernej pod Beaumont i obejmuje cię uniesienie — tak, jesteś tak uniesiony, że sam chcesz być pilotem albo pancerniakiem.

I ja rozumiem Twój zachwyt nad tymi wspaniałymi zwycięstwami powietrznymi i cieszę się z Tobą. Ale, kochany Kolego, nie zapominaj o nas — o nas, którzy przynosimy ostateczne rozstrzygnięcie w bitwie. I gdy w zaciszu swojego gabinetu czytasz w porannej gazecie: "Rankiem 5 czerwca niemieckie pułki bez wsparcia czołgów i samolotów przełamały pomiędzy Picquigny i Breilly linię Weyganda" postaraj się wyobrazić sobie dokonania i ofiary, jakie są za tym stoją. My piechurzy nie wyolbrzymiamy tego. Taszczymy przy sobie swą potrzebną w walce broń, nie mamy pancerza, naszą jedyną ochroną jest nasza zręczność i szybkość, a do pokonywania przestrzeni mamy tylko nasze własne nogi.

Niech inni w głębi terytorium wroga przeprowadzają swoje rozpoznanie, według jakiejś sztuki matematycznej rozpętują gromy dział, ale ostateczne rozstrzygnięcie zawsze należeć będzie do żołnierza piechoty. Piechur zna pierwotną formę walki twarzą w twarz. Mogą bombowce i artyleria sprawić, że będzie drżała ziemia. Mogą schrony bojowe wroga po drugiej stronie zniknąć w zasłaniającym wszystko ogniu, dymie i ogłuszającym huku eksplodujących pocisków artyleryjskich: ale to żołnierz piechoty — a w tym miejscu mam na myśli też jego drugie ja, czyli pioniera — musi podjąć ryzyko szturmu, musi opuścić swoje ukrycie i pokonać ostatnie, siekane przez kule, 300 metrów. To jest właśnie właściwa przestrzeń walki żołnierza piechoty. "Nikt inny nie wstawi się za nim, sam na siebie jest zdany!"

W walce o domy w Breilly, w bitwie w lasach nad Sommą i wszędzie tam, gdzie nie mogły podejść wspierające go inne rodzaje broni — żołnierz piechoty walczył karabinem i granatem.

A po walce nie czeka na niego przygotowana kwatera. Nie — rano nie wiemy, gdzie wieczorem będziemy mogli rozprostować swoje zmęczone kości. Okopywanie się, wykonanie rozpoznania i stanie na warcie to zadania, jakie czekają na nas po walce. Las i łąka, przydrożny rów czy bagno — to nasze nocne kwatery.

Nim jednak dojdzie do walki trzeba maszerować. "W czasach silników?" zapytasz. Tak jest! Podczas gdy armie Napoleona dziennie maszerowały 25—30 km, dzisiaj często dystanse te wynoszą 50 a nierzadko 60 km. Nikt, kto wcześniej nie przeszedł marszem takiego dystansu nie jest w stanie choćby w przybliżeniu pojąć, co to za osiągnięcie. Z pewnością męcząca jest także długa jazda konna czy siedzenie za kierownicą pojazdu silnikowego, ale wiesz, co to znaczy, gdy po 15 kilometrach ma się poobcierane stopy i wie się, że trzeba jeszcze przemaszerować 40? Nie możesz tak po prostu odpaść czy wymięknąć — dowódca wczoraj mówił, że śmierć naszych poległych kolegów powinna być teraz już zawsze dla kompanii zobowiązaniem i upomnieniem, że ofiara zaczyna się dopiero od własnego życia i krwi, a wszystko inne to tylko mniejsze lub większe osiągnięcie. A podczas gdy rozmyślasz nad tymi słowami, znów przemaszerujesz 5 kilometrów, przejadą obok Ciebie niekończące się kolumny pojazdów silnikowych i wzbiją kurz, który opadnie na Ciebie.

Przyjrzyj się kiedyś tym kolumnom marszowym nieogolonych, śmiertelnie zmęczonych i zakurzonych żołnierzy, albo lepiej — pomaszeruj choć raz z nimi. I gdy po 50 kilometrach marszu przez słońce i kurz, w deszczu i upale nie będziesz miał wieczorem dachu nad głową, a stać będziesz musiał na czujce albo po krótkim odpoczynku dalej maszerować czy też znów walczyć — wtedy nabierzesz szacunku dla naszej broni.

Wiedza o tych zadaniach musiała przemknąć przez głowę pewnemu pruskiemu oficerowi sztabu generalnego, gdy w 1906 r. pisał w regulaminie : "Piechota dźwiga na swoich barkach główny ciężar walki. Poświęca największe ofiary. Jest królową pola walki, dlatego też jej należy się największa chwała!" — Wczoraj, dzisiaj i na całą przyszłość! Dlatego, że o tym wiemy, kochamy cię: skromna, wypróbowana w walkach niemiecka piechoto!

źródło: Sturmmarsch zur Loire. Verlag "Die Wehrmacht" KG. Berlin—Charlottenburg, 1941; str 170—171; tłumaczenie: Hainrich



Wśród bolszewików zapanowało zamieszanie. Miotacz ognia niósł do okopów śmierć...


3. Dywizja Pancerna została utworzona 15 października 1935 r. w Wünsdorf niedaleko Berlina. Nazywana była "Dywizją Niedźwiedzia"...



Stalingrad - reportaż radiowy o walkach miejskich z września 1942 r. w .mp3!



FmW 41 - powstanie, budowa, zastosowanie



Rakietnica Leuchtpistole LP-38


Śpiewnik saperski - ściągnij .mp3