Dowódcy synchronizują zegarki. Na most wbiec mamy bez względu na wszystko o godzinie 13:15...



Bunkerkanonen am Albertkanal - 3,7 cm Pak w walce z bunkrami nad Kanałem Alberta



Kalendarz imprez grupy



[Rozmiar: 20611 bajtów]


Autorzy Autorzy Autorzy Bibliografia Marsze Galeria
[Rozmiar: 2610 bajtów]
Rekrutacja


Oddział sanitarny w akcji
Relacja podoficera sanitarnego Bacha - Kampania Francuska 1940 r.
(35 Pułk Pancerny/ Panzerregiment 35, 4 Dywizja Pancerna)

Zaraz za Péronne przekroczyliśmy Sommę, jedną z niemieckich "rzek przeznaczenia" z wojny światowej. Następna miejscowość nazywała się Biaches. Tam znajdował się główny punkt opatrunkowy (Hauptverbandplatz) dywizji, gdzie mieliśmy zwozić naszych rannych. Od tego momentu my, służba sanitarna, uważaliśmy jak najdokładniej na drogi i charakterystyczne punkty, aby móc się szybko orientować przy transportach. Około 7:30 osiągnęliśmy małą, suchą dolinę, nasze miejsce przygotowania.

Nasze czołgi wjechały na zachodnie zbocze. Stanęły niczym gotowe do skoku tygrysy. I już był pierwszy ranny. Z daleka widziałem, jak czołgista z Panzer II uniósł ręce i spadł z pojazdu w wysoką trawę. Podjechałem moim motocyklem i pomogłem lekarzowi zająć się rannym. Zabłąkana kula trafiła pancerniaka w usta, przy każdym bulgoczącym wdechu tryskał strumień krwi. Jakob przejął transport i zawiózł rannego swoim motocyklem z koszem do głównego punktu opatrunkowego.

W końcu nadszedł rozkaz do ataku i nasze pancerne kolosy rzuciły się naprzód. Bezpośrednio za pierwszym batalionem, który dzisiaj jechał jako pierwszy rzut, podążał czołg sanitarny lekarza (Arztpanzer), ciągnik sanitarny i ja na moim motocyklu z koszem. To, jak nasze czołgi ruszyły musiało zrobić na wrogu ogromne wrażenie, bo już po kilku kilometrach natknęliśmy się na okazałą gromadę jeńców. Z wioski po lewej dochodził jeszcze sporadyczny ogień piechoty. Mój motocykl, w którym zepsuł się pierwszy bieg, nie mógł dłużej, w poprzecinanym licznymi rowami terenie, dotrzymać kroku oddziałowi bojowemu (Kampfstaffel). Ogień z wioski wzmagał się od momentu odjazdu czołgów. W końcu nagrzane od jazdy na drugim biegu sprzęgło nie chciało zaskoczyć. Musieliśmy zsiąść i szukać ukrycia w wysokiej trawie. Teraz po raz pierwszy mieliśmy okazję poznać taktykę Francuzów. Wróg pozwalał czołgom przejechać przez otwarty teren, ale atakował z umocnionych wiosek naszą komunikację tyłową.

Jak na razie nasze położenie się nie polepszyło. Czołgów nie było już widać, a nad nami ze wszystkich kierunków świstały pociski. Wyjście było tylko jedno: na maszynę i bez zważania na rowy szukać połączenia z oddziałem! Porozumiałem się z moim kierowcą, i popędziliśmy aż do dużej szosy głównej Péronne-Roye. Pod osłoną małego lasku i nasypu drogi zebrało się tu kilka pojazdów kołowych z batalionu. Nagle spostrzegłem na otwartym polu, w odległości około 1000 metrów, czołg sanitarny lekarza, stojący przy czołgu z 4. kompanii. Oddziału bojowego jak okiem sięgnąć nie było widać. Podjechałem do tych pojazdów - cały czas towarzyszył mi świst kul broni piechoty. Bezpośrednie trafienie artyleryjskie rozerwało płytę lewej ściany pancerza i ciężko zraniło strzelca i radiotelegrafistę, kierowca jakby cudem pozostał nietknięty. Załoga czołgu sanitarnego starała się właśnie wydobyć pierwszego rannego. Ale artyleria wroga musiała zauważyć nasze trzy nieruchomo stojące na otwartej przestrzeni pojazdy, bo z prawej zaczęły się coraz bardziej zbliżać wybuchy. Konieczny był największy pośpiech. Kolega Luther wsiadł do postrzelanego czołgu, uniósł w górę bezwładnego strzelca, podczas gdy Assistenzarzt Schulz-Merkel i jego radiotelegrafista starali się, będąc na wieży, wyjąć rannego z wnętrza czołgu. Daremnie! Teraz Truppenarzt rozkazał, by jeden z nas wszedł do środka przez luk kierowcy i pomógł. Skoczyłem naprzód, ale do środka wszedł już mały Bauer, jeżdżący obok kierowcy w ciągniku. Pobiegłem teraz do mojego motocykla, rozłożyłem nosze, by móc załadować pierwszego rannego. Udało się go wyciągnąć z pojazdu, lekarz przystąpił właśnie do zakładania opatrunku, kiedy w czołg z ostrym hukiem uderzył pocisk działa przeciwpancernego. Usłyszałem krzyk, zaraz potem było drugie trafienie, którego podmuch rzucił mnie na ziemię. Dopiero później dowiedziałem się, że krzyk był krzykiem śmiertelnie ranionego Bauera.

Kiedy się otrząsnąłem, zobaczyłem, że Assistenzarzt krwawi z rany na głowie, a Luther leży bez ruchu na ziemi. Francuzom sprawiało frajdę strzelanie do nas z bezpiecznej kryjówki, pomimo że nasze pojazdy były oznaczone dwoma, widocznymi z daleka flagami z czerwonym krzyżem. W zniszczony czołg cały czas uderzały nowe pociski przeciwpancerne. Był tylko jeden ratunek: tak szybko jak to możliwe wyjść spod tego niszczycielskiego ognia, jeżeli nie chciało się jeszcze większych strat w pojazdach i ludziach. Załadowaliśmy więc Luthera na mój motocykl, który w międzyczasie kazałem schować trochę za ciągnikiem pancernym (Panzerschlepper). Maszyna z takim obciążeniem słabo ciągnęła i już po kilku metrach ugrzęzła w bruździe.

Nasze położenie było nie do pozazdroszczenia. Wtedy nasz Assistenzarzt pomógł nam wyjść z tarapatów - mimo, że z rany na głowie na twarz płynęła mu krew i nie było żadnej osłony - przyszedł wraz z załogą swojego czołgu i wspólnymi siłami udało nam się ruszyć maszynę. Jechaliśmy tak szybko jak silnik pozwalał, przejechaliśmy główną szosę i chcieliśmy wrócić na starą pozycję wyjściową. Nagle zobaczyłem przed nami fontanny ziemi - francuska artyleria zagrodziła nam drogę. Z prawej była jeszcze zajęta przez wroga wieś. Rozkazałem skręcić na lewo. Naszą jedyną myślą było: miejmy nadzieję, że maszyna nas nie zawiedzie, inaczej załatwi nas ogień piechoty. Zygzakiem przejechaliśmy od jednego do drugiego lasku i w końcu ukryliśmy się jakoś obok stanowiska przodków kompanii dział piechoty. Założyłem Luthrowi pierwszy opatrunek, zorientowałem się w terenie i pojechałem do najbliższego punktu opatrunkowego (Verbandplatz). Ten pracował już na pełnych obrotach. Nieprzerwanie podjeżdżały sanitarki, ładowały rannych z różnych rodzajów broni i wiozły ich dalej do lazaretów.

Kiedy upewniłem się, że Luther jest bezpieczny, pojechałem od tyłu do starej pozycji wyjściowej, gdzie spodziewałem się spotkać drugiego lekarza batalionu, Unterarzta dr Baldauf'a (Hans Luther przeżył kampanie francuska; spisał swoje wspomnienia z kampanii w Polsce i Francji - wydane zostały podczas wojny pod tytułem "SOS im Panzersturm" - przyp. tłum.). Zdałem mu relację z wydarzeń i znów wyruszyłem w drogę, wraz z dwoma innymi motocyklami - by nawiązać połączenie z czołgiem sanitarnym. Martwiliśmy się, co też mogło się tam stać po moim odjeździe. Nie udało nam się okrężną drogą dostać naprzód, ale wracający piechurzy powiedzieli mi, że widzieli czołg sanitarny nietknięty, gdy jechał naprzód. Potem przewieźliśmy naszymi motocyklami dziewięć transportów rannych żołnierzy piechoty. W międzyczasie podciągnięta została artyleria i flak - bezpośrednim ostrzałem miały zmusić umocnione wioski do poddania się. Teraz dopiero, około 16, mogliśmy znowu ruszyć naprzód. Jadący na tyły, uszkodzony czołg z 3. kompanii przekazał mi nieśmiertelnik poległego towarzysza i wiadomość o dalszych ciężkich stratach kompanii. To potwierdził też wracający z siedmioma ciężko rannymi ciągnik sanitarny. Jako, że jeżdżący obok kierowcy ciągnika Bauer zginął rano, a mój motocykl już nie był zdolny do jazdy, podejmując szybką decyzję przesiadłem się do ciągnika. Wraz z czołgiem sanitarnym lekarza i pozostałymi dwoma motocyklami ruszyliśmy ku oddziałowi bojowemu mijając postrzelane, płonące wioski.

Dotarliśmy o 18:30 i dowiedzieliśmy się bliższych szczegółów o odważnym uderzeniu naszego batalionu. Czołgi stały po obu stronach nasypu kolejowego, załogi przygotowywały się do następnego ataku, który rozpocząć się miał o 19:00. Nasz czołg sanitarny zmienił swojego dowódcę, na miejsce rannego Assistenzarzta wsiadł Unterarzt dr Baldauf. Nagle dało się znów słyszeć charakterystyczne wycie nadlatujących pocisków artyleryjskich. Intensywność ognia ciągle wzmagała się. Pociski eksplodowały często niebezpiecznie blisko. Wszyscy cieszyli się, gdy o 19 zaczął się atak i mogliśmy opuścić to niegościnne miejsce.

Na początku marsz szedł bez przeszkód naprzód. Omijaliśmy wioski, podejrzane zagrody i punkty terenu ostrzelane zostały z naszych dział. Wobec widoku czołgów Francuzi rzadko odpowiadali ogniem. Odwiedziło nas kilka nieprzyjacielskich bombowców. Leciały swym kursem na pewnej wysokości i bez powodzenia zrzuciły swoje "jaja". Jechałem w ciągniku znowu na końcu oddziału, za czołgiem sanitarnym. Teraz nauczyłem się już, że pod osłoną batalionu jest najbezpieczniej. Po około godzinie między dwoma wioskami przerwaliśmy marsz. Panowała śmiertelna cisza, silniki stanęły, nie padł żaden strzał. Wszyscy wypatrywali wroga. Motocykl sanitarny podjechał naprzód i stanął obok czołgu sanitarnego, po prawej.

Przez chwilę jeszcze wszystko było cicho. Nagle dał się słyszeć ostry dźwięk działa pancernego i na moich oczach dwaj koledzy zostali zmieceni ze swojego motocykla. Szybko dałem kierowcy rozkaz, aby podjechał na lewą stronę czołgu. Na stanowisko wrogiego ppanca spadł grad ognia batalionu. Wróg znowu celowo wybrał za cel pojazdy sanitarne. Dopiero gdy podszedłem pod czołg sanitarny zobaczyłem rozmiary strat spowodowanych tym jednym trafieniem. Nasz dzielny kolega Jakob szybko był martwy, jego kierowcy urwało ramię zaraz pod stawem barkowym. Do tego Unterarzt Baldauf, który wyglądał z luku, miał poważną ranę głowy od odłamka. Radiotelegrafista i tym razem nie stracił przytomności ducha i niezwłocznie przepchnął w ogniu francuskiego działa przeciwpancernego motocykl na lewą stronę czołgu. Opatrzył rannego lekarza, który najwyraźniej cierpiał straszny ból. Ja zająłem się rannym motocyklistą. Ramię wisiało już tylko na kilku strzępach mięśni, a przy opatrywaniu otwarła się jeszcze tętnica. Opanowałem sytuację, i chcieliśmy właśnie załadować obu rannych na ciągnik, gdy nadszedł Assistenzarzt Schulz-Merkel. Był przerażony nowymi, ciężkimi stratami naszej małej jednostki, szybko jednak znowu objął komendę nad czołgiem sanitarnym. Wiernemu kierowcy udało się, mimo wszystkich trudności, jeszcze tej nocy dostarczyć obu rannych do lazaretu polowego. Czołg i jego wierny towarzysz, ciągnik sanitarny, znowu dołączyły do batalionu. Po zapadnięciu ciemności zajął on stanowiska ubezpieczenia przed skrajem lasu. Skończył się gorący, pełen strat bojowy dzień.

Źródło: Die soldatische Tat, Berichte von Mitkaempfern des Heeres im Westfeldzug 1940, Berlin 1941.
Tłumaczenie: Hainrich





Wśród bolszewików zapanowało zamieszanie. Miotacz ognia niósł do okopów śmierć...


3. Dywizja Pancerna została utworzona 15 października 1935 r. w Wünsdorf niedaleko Berlina. Nazywana była "Dywizją Niedźwiedzia"...



Stalingrad - reportaż radiowy o walkach miejskich z września 1942 r. w .mp3!



FmW 41 - powstanie, budowa, zastosowanie



Rakietnica Leuchtpistole LP-38


Śpiewnik saperski - ściągnij .mp3