Dowódcy synchronizują zegarki. Na most wbiec mamy bez względu na wszystko o godzinie 13:15...



Bunkerkanonen am Albertkanal - 3,7 cm Pak w walce z bunkrami nad Kanałem Alberta



Kalendarz imprez grupy





[Rozmiar: 20611 bajtów]


Autorzy Autorzy Autorzy Bibliografia Marsze Galeria
[Rozmiar: 2610 bajtów]
Rekrutacja


Opieka nad rannymi
Panzer-Regiment 6, Flandria 1940

Truppenarzt (lekarz jednostki) z 6. Pułku Pancernego 3. Dywizji Pancernej opisuje atak na Merville, podczas kampanii na Zachodzie w 1940 r.:

Czołg sanitarny (Sanitätspanzer) z Panzer-Regiment 1 przekracza Mozę po moście pontonowym w miejscowości Floing pod Sedanem. Francja, maj 1940 r.
Czołg sanitarny (Sanitätspanzer) z Panzer-Regiment 1 przekracza Mozę po moście pontonowym w miejscowości Floing pod Sedanem. Francja, maj 1940 r.
Źródło: Bundesarchiv Bild 146-1978-062-24

Z komunikatu O.K.W. z 28.5.1940:
"Wielka bitwa we Flandrii i Artois osiągnęła swój punkt kulminacyjny. W zaciekłym ataku nasze oddziały po części złamały zacięty opór i spychały otoczonego wroga na coraz mniejszy obszar. Także od zachodu na całym froncie odrzucono wroga. La Bassée, Merville, Hazebrouck i Bourourg-Ville są w rękach niemieckich."

Z szarego nieba siąpi delikatny deszcz. Ciężka flandryjska glina, która sprawiała żołnierzom pierwszej wojny światowej tyle trudu, szybko zamienia się w miękkie, nieprzejezdne dla pojazdów błoto. Na wyboistej szosie szklą się wielkie kałuże. Nasze czołgi ciężkie stoją wśród gliniastych pół pszenicy i czekają na akcję. My biegamy tu i tam, i staramy się uchronić przed wdzierającym się wszędzie deszczem.

2. kompania wymaszerowała przed dwoma godzinami — podobno toczy ciężką walkę o przedmieścia miasta, które musi być gdzieś tam dalej. Także 1. kompania rusza, aby dołączyć do tej bitwy. Z nami czeka na rozkaz do ataku pewien M-Bataillon, którego żołnierze wymieniają z naszymi czołgistami zdobyczny angielski corned beef (peklowaną wołowinę) na trofiejną francuską czekoladę.

Na drodze wieczne "tam i z powrotem". Na tyły idą mniejsze oddziały wziętych do niewoli angielskich piechurów, które musiały zostać wyłuskane przez naszych walczących w czołowych odcinkach miasta. Ich twarze spod płaskich, krzywo leżących hełmów wyglądają dziwnie znajomo. Rysuje się na nich jednak mieszanka złości, buty i napięcia ostatnich przeżytych godzin. To inni jeńcy, niż ci których widzieliśmy w Polsce czy Belgii. To żołnierze angielskich pułków gwardii, którzy wiedzą, że w walce o Merville chodzi o osłonięcie tyłów armii ustępującej ku wybrzeżu.

Bitwa toczy się już od godzin. Tommy jest twardy. Ciężkie "kufry" naszej artylerii, która zajęła stanowiska zaraz za nami, świszczą nad głowami. Nie widać uderzeń pocisków, ale na pewno to ostrzał naszych dział jest powodem szalejących w oddali pożarów, z których wznoszą się ciemne obłoki dymu. W przerwach w ogniu artylerii słyszymy dochodzące z miasta odgłosy serii działek czołgowych i powolnego terkotania karabinów maszynowych wroga.

Kierowca mojego Arzt-Kampfwagen (czołgu lekarza) który na miejscu amunicji wozi materiały opatrunkowe i osprzęt lekarski, znowu majstruje coś przy silniku. Ileż kilometrów mój wóz przejechał — i akurat dzisiaj złośliwie musi strajkować? W pojeździe siedzi radiotelegrafista i nasłuchuje komunikatów radiowych walczących na przedzie kompanii — czy ponoszą one straty i czy wysyłają wezwania do mnie jako do Truppenarzta. Nagle na tyły pieszo wraca Feldwebel z walczącej tam kompanii. Do silnie krwawiącego czoła przyciska opatrunek. Opatruję go starannie, jest to dzięki Bogu niegroźna rana, dokładnie między oczami. Nie daje mi normalnie pracować — jest bardzo niespokojny. "U nas tam na przedzie jest jatka. Herr Oberarzt, sądzę, że jest tam dla pana robota." Cholera, właśnie teraz moja "bryka" nie chce działać. A więc sięgam po torbę na opatrunki, macham do motocyklisty i jadę do Merville.

Deszcz przestał padać. Jedziemy przez skrzyżowanie, w które wstrzeliwuje się angielska artyleria. Nagle, przed nami, na środku drogi w kulą ognia eksploduje pocisk artyleryjski. Z szaleńczą prędkością gnamy dalej, zaraz obok płonącego, promieniującego okropny żarem pojazdu amunicyjnego. Za nim wolny widok. Nasza droga biegnie prosto do miasta, na jego obrzeżach stoją brzydkie, wielopiętrowe budynki czynszowe. Wyrasta przed nami szlaban kolejowy, tam stoi jeden z naszych czołgów. Cała wieża rozbita. Stop. Wpełzam do środka, podnoszę ciało dowódcy — widzę bladą twarz Leutnanta von W. Coś ściska mnie za gardło. Tu już nikt nie pomoże.

Dalej. Gdzieś tam musi być szef kompanii. Znów ostrzał drogi — niemożliwe jest stwierdzić skąd. Strzały gwiżdżą jak razy bicza. W całym tym pośpiechu zostawiłem moją broń przy czołgu sanitarnym; wyciągam więc sobie pistolet maszynowy i dwa magazynki z rozbitego wozu bojowego i spieszę dalej naprzód.

Wuuum! — trafienie obok mnie, w witrynę sklepową. A więc uwaga — wzięli mnie na muszkę. Nasz motocykl znika za domem. Teraz skokami od drzwi do drzwi. Tommies muszą siedzieć w domach na końcu i strzelają pod kątem w ulicę — z karabinów maszynowych i zwykłych. Pochylam się za kamiennym murem.

Nagle — jakby wyrósł spod ziemi — staje obok mnie Chef 2. kompanii. "Doktorze, gdzie pan chce iść? Tu dalej już nie można!" Jest zajęty skierowaniem swojego pojazdu za osłonę, by móc zwalczać ukrytego wroga.

Jesteśmy na początku małego placu, gdzie wśród kilku krzaków stoi śnieżnobiały, całkiem już zniszczony pociskami pomnik. Za nim — rozbite działo, które panowało nad drogą i sprawiło wiele trudności 2. kompanii. W położonych dalej domach Tommy siedzi na górnych piętrach, jego serie gwiżdżą obok uszu, gdy tylko wystawi się nos zza winkla. Pełzniemy na czworakach, z korytarza ostatniego domu, przyciskamy się jak najbardziej do ściany i czołgamy obok narożnika na plac. Tam leżą trzej ranni, strzelcy z oddziału nacierającego po lewej. "Idziemy chłopcy, i zabierzemy was". Pierwszy już nie odpowiada. Ma okrągłą dziurę w skroni. Drugi to młody Leutnant. "Załatwili mi nogę", przeklina. Chwytamy mocno; jest jasne, że zaraz głośno wrzaśnie. Tommy nie daje nam czasu — rzucamy się z rannym Leutnantem z powrotem do korytarza. Wkrótce mamy i ostatniego, z postrzałem w brzuch.

Niestety mamy tylko nieznaczną osłonę. Leżę obok obu, dysząc. Gdy chcę się ułożyć do opatrywania, seria km znów siecze kilka dłoni nad nami w mu. A więc leżąc przecinam Leutnantowi but, opatruję i zakładam szynę.

Jak jednak wrócić teraz z powrotem, z rannymi żołnierzami? Hauptmann daje mi czołg, którego mechanizm obrotu wieży został unieruchomiony przez ostrzał wroga. Kładziemy naszych podopiecznych na górę, jedną ręką trzymam się wieży, drugą trzymam kolegów. Strzelcy idą właśnie naprzód i moździerzem zmuszają Anglików do schowania się. To dobra okazja. Silnik wyje głośno, a my jedziemy czołgiem prościutką droga z powrotem na tyły, do Verwundetensammelplatz — punktu zbiorczego rannych — by wysłać pokiereszowanych kolegów kolumną pojazdów do ojczyzny.

źródło: "Panzer am Feind" Kampferlebnisse eines Regiments im Westen; Oberleutnant Fritz Fechner; Verlag C. Bertelsmann Guetersloh, 1. Auflage, 1941. Str. 135-139., tłum. Hainrich




Wśród bolszewików zapanowało zamieszanie. Miotacz ognia niósł do okopów śmierć...



3. Dywizja Pancerna została utworzona 15 października 1935 r. w Wünsdorf niedaleko Berlina. Nazywana była "Dywizją Niedźwiedzia"...



Stalingrad - reportaż radiowy o walkach miejskich z września 1942 r. w .mp3!



FmW 41 - powstanie, budowa, zastosowanie



Rakietnica Leuchtpistole LP-38


Śpiewnik saperski - ściągnij .mp3