Oberleutnant Georg Loos – Krzyż Rycerski za most

Zdobycie mostu

Wszyscy byli wykończeni i potwornie zmęczeni. 181 Pułk Piechoty wraz z podporządkowaną mu 1. kompanią Pionier-Bataillon 152 przez cały dzień brnął przez uporczywe błoto. Żołnierze byli przemoczeni, umorusani w błocie. Z nadzieją na koniec tułaczki przed wieczorem wmaszerowali do Kaługi, ale rychło wyszli z miasta, znów w szlam. Byli zbyt zmęczeni, nawet by przeklinać, a do tego następnego poranka – był to 24 października 1941 r. – musieli jeszcze atakować rosyjskie pozycje. Artyleria przeprowadziła ostrzał, i potem się zaczęło.
Porucznik Georg Loos – od kampanii we Francji dowódca kompanii Pionierów – osiągnął wraz ze szpicą ataku miasteczko Tarussa. Był to dla Loosa ważny punkt, bo tam rzeka Tarussa wpływa do Oki. Ponieważ atak przeprowadzony powinien być w kierunku północnym wzdłuż Oki, należało znaleźć przejście przez Tarussę. W tym celu Leutnant Loos wysłał Feldwebla Wilhelma Kocha, swego Kompanietruppfu*hrera na zwiad z oddziałem rozpoznania. Jednakże Koch idąc wzdłuż głównej ulicy Tarussy został powstrzymany przez ogień działek ppanc. i km. Loos natomiast dotarł w innym punkcie aż do ostatnich domów na północy Tarussy. Od razu zauważył, że most przez rzekę Tarussa został przez Rosjan wysadzony, ale też, że około 80 m dalej stoi most pomocniczy, który jednakowoż przygotowany był do wysadzenia. Prowadził on ledwie metr ponad powierzchnią wody do drugiego brzegu. Wjazd i zjazd, delikatnie opadające ku mostowi, zbudowane były z okrągłych bali.
Po ostatnich trudach każdemu z żołnierzy marzyło się łóżko – bardziej niż bohaterskie czyny. Wyspani bohaterowie walczą też zapewne lepiej. Leutnant Loos zobaczył most, i wtedy obudził się w nim prawdziwy Pionier. Za nim szli Obergefreiter Kliem, normalnie troszczący się o jego konia i jego ordynans – Gefreiter Otto Senf. Senf taszczył ze sobą MG – Loos porwał je i zaczął strzelać krótkimi seriami do oddalonych o około 80 m rosyjskich żołnierzy, znajdujących się na moście i na podjeździe z okrąglaków. MG 34 wkrótce jednak się zacięło – błoto mu nie służyło – Loos błyskawicznie chwycił karabin Obergefreitera Kliema i zastrzelił leżące bezpośrednio przed mostem rosyjskie ubezpieczenie.
To czego Loos później dokonał było prawdziwym szaleństwem. Rosjanie ostrzeliwali teraz most ogniem km i działek ppanc, a on wbiegł w ten ogień. Skokami przedarł się do podjazdu i zerwał kable i ładunki. Unieszkodliwił – ciągle pod ostrzałem wroga – dwa rygle drewnianych min, leżących na prowadzącej do nasypu drodze. Właściwie zrobił to po tym, jak przy pomocy ostatniego granatu ręcznego pozbył się obsługi km. Po tej serii dokonań 1-osobowy-oddział-uderzeniowy Loos miał przymusową przerwę na wytchnięcie, którą spędził w lichej kryjówce: rosyjscy strzelcy przedarli się w jego pobliże i ostrzeliwali ją z karabinów maszynowych i peemów. Niemożliwym było podnieść głowę. Także dzisiaj Loosowi trudno powiedzieć, jak długo to trwało. Może 30 minut. Pewne jest, że piechurzy ze swojej strony brali grożących Leutnantowi Loosowi Rosjan na muszkę i że podciągnięto ciężką broń piechoty. Pod jej osłoną piechota mogła w końcu przejść przez most. Leutnant Loos powoli podniósł się ze swojego ukrycia i podszedł do mostu. Jeden z zastrzelonych przez niego Rosjan leżał dokładnie na początku lontu. Wysadzenie mostu zostało uniemożliwione w ostatnich sekundach.
Atakujący pułk i tym samym cała 52 Infanterie-Division mogły teraz znowu iść naprzód i przeprowadzić silne uderzenie we flankę ustępującego wroga. Zajęty przez Loosa most przez pewien czas był decydujący dla żywotności atakujących niemieckich oddziałów – ciągle na nowo Rosjanie starali się go zniszczyć nalotami.

źródło: Heinz Trantow, Der II Weltkrieg, Sonderheft 9 „Pioniere”
tłumaczenie: Hainrich