Pionierzy naprzód!

„Pionierzy naprzód!” Jak często w Polsce słyszeliśmy to wezwanie! Zawsze było tak samo. Pod osłoną nocy alarmowano nas, a później wyruszaliśmy, mijając zwarte kolumny uchodźców i spalone wioski. Również dzisiaj nasza podróż po polskich drogach miała zaprowadzić nas na front. Poprzedniego dnia naprawiliśmy uszkodzony most, a dzisiaj mieliśmy nadzieję trochę odpocząć. Lecz niestety przybył i on,  dywizyjny łącznik na swoim Zündappie. I oto wyruszamy! „Mosty pod Rabką zniszczone, pionierzy naprzód!” wyprzedzaliśmy kolumnę za kolumną. Musieliśmy cały czas iść do przodu. Między kolumnami zamieniano co jakiś czas kilka słów bądź dowcipów; nie trwało to jednak długo. Gdzieś przed nami podążająca naprzód masa zablokowała się. Pomimo wszystkich wysiłków naszych oficerów dzisiaj się nie przedostaliśmy.

A więc nasze pojazdy stały tak teraz gęsto obok siebie na odsłoniętych pozycjach, a chłopaki ułożyli się wygodnie i beztrosko jak się tylko dało. Większość z nich spała. Przeleciał nad nami jakiś szwadron. Niemiecki oczywiście, co do tego nie miałem wątpliwości. W końcu to mogły być tylko niemieckie samoloty, nadlatywały od tyłu. Polscy lotnicy?! Położyłem się ponownie by w końcu spróbować zasnąć. Nagle ktoś krzyknął: „Polscy lotnicy!” Ja sam nie przejąłem się tym za mocno, było mi tylko bardzo szkoda towarzysza, który najwyraźniej tracił nerwy. Komenda „kryć się” dotarła do moich uszu.  Tak, to znaczy na glebę! Nigdy nie można nacieszyć się zasłużoną chwilą spokoju. Podniosłem wzrok. Dokładnie w chwili gdy wyraźnie ich zobaczyłem, zaserwowali mi prawdziwy „wspaniały spektakl”. Dwa kształty przypominające ryby wyleciały z jednej z maszyn i zmierzały, stając się coraz większymi, prosto w moim kierunku. „Zupełnie jak w filmie” pomyślałem sobie.  Zaraz po tym rozległ się odgłos wybuchu. Bomba za bombą eksplodowały tuż koło drogi. Drewno i żelazo latały w powietrzu. Nagle wszystko stało się jasne. Polska wysyłała nam powitalne pozdrowienia.

Jeden z członków kompanii padł ofiarą ataku. Mimo tego musieliśmy podążać dalej. Po pokonaniu niezliczonych przeszkód dotarliśmy po zmroku do Rabki, naszego celu. Przed mostem stały stłoczone pojazdy dywizji lekkiej. Jeszcze dzisiaj musiały wyruszyć w dalszą drogę; musiały wciąż deptać wrogowi po piętach. Wyjątkowo wzdłuż trasy nie było żadnych brodów. Brzegi rzeki opadały stromo po obu stronach. Kompanii zostały rozdzielone zadania. Nie trzeba było mówić wiele więcej. Każdy wiedział o co chodzi. „Pionierzy – na raz, dwa, trzy!” – rozkaz budowy mostu w nocy. „Dwa plutony budują most, jeden zabezpiecza!” rozbrzmiało dookoła. Niektórzy chcieli obronić to, czego polska armia nie była w stanie utrzymać. Cała ta walka była bez sensu, lecz nie powinno się jej również lekceważyć. Prace posuwały się naprzód bez żadnych słów. Tylko od czasu do czasu krótkie komendy przerywały ciszę. Po dwóch godzinach most stał gotowy. Pierwszy czołg wjechał na niego, drugi podążył zaraz za nim i tak dalej. Silnik za silnikiem, czołg za czołgiem…

Pioniere vor!

(Pionier Petrisch, Unser Alpenkorps, Januar 1940)

Tłumaczenie: Lorenz