Przełamanie linii Maginota pod Hollving-Saaralben, 14 czerwca 1940 r.

„Wir brechen durch die Maginotlinie…”

Wstęp i uwagiPoniższy, przetłumaczony przez jednego z nas, artykuł opisuje forsowanie rzeki Moderbach i przełamanie Linii Maginota w okolicach lasów Saaralben w których to działaniach udział wzięły 252. (dow. Generalleutnant von Boehm-Benzing) i 60. Dywizja Piechoty (dow. Generalleutnant Friedrich-Georg Eberhardt), wchodzące w skład XXIV Armeekorps. 14 czerwca 1940 r. 461. Pułk Piechoty wchodzący w skład 252. Infanterie-Division pod dowództwem pułkownika Schwalbe atakował pomiędzy Saaralben i Hollving. I batalion tego pułku pod dowództwem majora Welzela został zatrzymany i otoczony pod Moderbach, do czasu aż z pomocą nadszedł II batalion. 2. kompania pułku przekroczyła Moderbach i zrobiła wyłom w Linii Maginota. 


Koniecznie należy wziąć poprawkę na to, że jest to tłumaczenie rozdziału niemieckiej książki propagandowej, która ukazała się podczas II wojny światowej, w 1941 r. Tekst jest przez to w niektórych miejscach niewolny od propagandowego patosu i frazesów. Uznaliśmy jednak, że stanowi on w swojej formie źródło historyczne i nie wprowadzaliśmy poprawek, krytykę pozostawiając czytającym. Pomimo powyższych uwag same działania bojowe przedstawione są w sposób dość realistyczny i szczegółowy, tym samym będąc cennym źródłem informacji o walkach niemieckich saperów – to też kierowało nami, gdy zdecydowaliśmy się poniższy tekst zamieścić.

Przełamanie linii Maginota pod Hollving-Saaralben, 14 czerwca 1940 r.

„Podczas, gdy Linia Maginota w swoim przedłużeniu na północny zachód została przełamana już 14 maja przy forsowaniu Mozy w okolicach Sedanu, dokładnie w miesiąc później – 14 czerwca rozpoczął się atak na właściwą Linię Maginota. „Dzisiaj rano nasze jednostki na froncie nad Saarą także przystąpiły do frontalnego ataku na Linię Maginota” – 14 czerwca podało do wiadomości Oberkommando der Wehrmacht. Następnego dnia zakomunikowało: „Dnia 14 czerwca jednostki lotnictwa na froncie Saary przystąpiły do wielkiej akcji przeciw Linii Maginota. Na umocnienia, bunkry, pozycje artylerii i piechoty przez cały dzień padały bomby wszystkich kalibrów.” „Na froncie nad Saarą Linia Maginota została przełamana pomiędzy St. Avold i Saaralben.” donosił komunikat z 16 czerwca, a jeszcze tego samego dnia świat dowiedział się, że „niepokonana” linia umocnień Francji, odcinek nad Górnym Renem został rozbity uderzeniami niemieckiego Wehrmachtu. W łodziach szturmowych oddziały uderzeniowe wszystkich barw broni przekroczyły ren – dokonanie bojowe na skalę światowej historii, które komunikat OKW z 16 czerwca 1940 zreasumował w lakonicznych słowach: „Górny Ren został przekroczony w szturmie szerokim frontem na wschód od Colmar. Lotnictwo bojowe i oddziały artylerii przeciwlotniczej z powodzeniem wspierały postępy atakujących oddziałów. Podczas, gdy powyższe komunikaty obrazują fragment ciężkich walk na Linii Maginota pod Saaralben, fotografie obrazują przebieg ataku na froncie nad Górnym Renem – dwa starcia które były decydujące dla okrążenia Linii Maginota. 

Długo przebywał pułk pod rozkazami swego dowódcy, Obersta Schwalbe na Wale Zachodnim, po tym, jak pod Poznaniem i Kutnem walczył w kampanii przeciwko Polsce. Przez miesiące pułkownik i jego ludzie – Ślązacy i Niemcy sudeccy trzymali prawdziwą straż na Renie. Już dawno czekanie stało się dla wypróbowanych w walce żołnierzy męczarnią. W końcu, gdy nasi żołnierze już zmierzali na Paryż ożył także Wał Zachodni i fanfary Führera wezwały także Obersta i jego pułk do walki, do walki o przełamanie Linii Maginota. 

Pułk miał dokonać przełamania tam, gdzie pomiędzy Saaralben i Hollving na południe ciągną się lasy Eckschachenwald i Buschübelwald. Tylko ten, kto zna tutejszy krajobraz, wie, jak ciężkie żołnierskie zadanie czekało pułkownika Schwalbe. Do szturmowania była nie tylko linia bunkrów, ale także, niczym na Wałe Zachodnim urzutowane wiele kilometrów w głąb zespolone w punkty oporu, ułożone niczym pola szachownicy umocnienia polowe oraz bogato usiany przeszkodami teren podmokły do przekroczenia. Żołnierze pułku znają okolicę i są świadomi tego, co ich czeka. Ale wiedzą też, że przed nimi leży podpora, kluczowy punkt Linii Maginota, i że być może to od ich sukcesu zależy powodzenie frontalnego ataku na Linię Maginota. Z całą pewnością należy oczekiwać, że wróg tej podpory będzie zaciekle bronił, i że ze wszystkich sił i ogniem wszystkich broni będzie próbował zniweczyć nasz zamiar przełamania. 

Jednostki przechodzą do gotowości. Wroga artyleria otwiera ogień. Straty są duże, ale nic nie możemy na to poradzić, bo nasza własna artyleria musi milczeć, by nie zdradzić naszego zamiaru ataku.

Pomimo to, przygotowania zostają wykonane z precyzją mechanizmu zegarowego. Podczas przygotowań kompania pod dowództwem Leutnanta G. nie bacząc na wrogi ogień rozpoznaje dalej okolicę. Noc 14 czerwca zbliża się. Powietrze nad Eckschachenwald staje się duszne. Przechodzi silna burzowa ulewa. Ziemia mięknie i zamienia się w śliskie błoto. Przez saaralbeński las zostaje wyrąbana długa na 8 kilometrów przesieka, w celu ułatwienia przejazdu ciężkim pojazdom. Ale w miękkiej ziemi zapadają się nawet ciągniki pracujące przy przesiece. Z tego powodu trasa marszu leży pod nieprzyjacielskim ogniem. Pomimo to wskazany do walki batalion kieruje się na swoje pozycje do ataku. Zostaje wzmocniony plutonem ciężkich dział piechoty sIG, plutonem MG, dwoma plutonami artylerii przeciwpancernej, plutonem artylerii szturmowej. 

Nerwy są napięte aż do granic. Ciągle jeszcze milczy nasza artyleria, choć nie ustępuje pod żadnym względem artylerii wroga. W końcu jej kanonada przynosi pewne odprężenie. Pierwsze niemieckie pociski biją w pozycje wroga. Dym kładzie się nad terenem i przykrywa 1. kompanię, która dochodzi do Moderbach. 

Błotniste dno rzeki usiane jest przeszkodami. Parę rozkazów i już Sturmpionierzy ruszają naprzód. W deszczu kul dowódca kompani wskakuje do pontonu i w minutę jest z Leutnantem G. i paroma ludźmi na drugim brzegu we wschodniej części lasu Buschübelwald. Zacięta walka – i pierwsze bunkry są w naszych rękach. Nagle wycie lotniczych silników, tępe odgłosy wybuchów uderzających bomb – Stukasy atakują najcięższe umocnienia wroga. Ten nie jest jednak jeszcze wykończony. Ani orkany ognia naszej artylerii ani bomby lotnictwa nie rozbiły go zupełnie. Wróg zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, które mu grozi i kładzie piekielny ogień zaporowy na łąki i na teren zalesiony, do którego wdarł się dowódca kompanii i jego ludzie. Wróg zamierza kontratakować. Dym prochowy, który do tej pory zakrywał przestrzenie łąki przerzedza się, co sprawia, że wróg ma wolne pole ostrzału. Pocisku artyleryjskie i serie MG biją we flanki 1. kompanii. Oberleutnant L. zostaje ranny. Kula przebija mu przedramię. Ale nie daje się zatrzymywać – polowy opatrunek, i już skacze z powrotem przez wrogi ogień, przeprawia się przez Moderbach i stara się popchnąć naprzód dalsze części swojej kompanii. Ale tam go dosięga – wroga seria z karabinu maszynowego bunkra w Hollving kończy jego młode życie. Wargi uformowane jeszcze w zawołaniu do szturmu, granat ręczny w dłoni, drugie ramię owinięte zakrwawionym opatrunkiem – tak leży na polu bitwy. Rozbłyskują pierwsze promienie słońca. Leutnant G. przejmuje dowodzenie kompanią i trzyma, pomimo, że sam jest ranny, krwawo wywalczoną pozycję po drugiej stronie Moderbach, nad którą bezustannie przechodzi huragan ognia wroga. W piekle nie może być gorzej. Moderbach znajduje się pod silnym ogniem zaporowym. 2. kompania przedostała się w bezpośrednie sąsiedztwo łąki, ale dalej przejść nie może. Leutnant S., dowódca plutonu 2. kompanii pada. Następny pluton, tym razem z 3. kompanii zostaje wprowadzony do akcji, ale także jego dowódca, Leutnant W., ginie pod wrogim ogniem. Eckschachenwald przed którym leży 3. i 4. kompania płonie jednym wielkim płomieniem. Ale prosto stoi w tym inferno dowódca batalionu, człowiek, który jako Unteroffizier w I wojnie światowej został odznaczony złotym wojskowym krzyżem zasługi. Kiedy artyleria szturmowa nie sprawdza się w ostrzale strzelnic bunkrów, a działa flak mają przerwę na ładowanie, sam stara się przywrócić działa do porządku i obsługiwać je aby przełamać zacięty opór wroga. 

Na próżno! Wciąż wróg zbyt mocno siedzi w swoich bunkrach i pozycjach polowych przy Hollving i na południe od Moderbach. Tutaj na nic zda się brawura. A wciąż od przekroczenia Moderbach i zajęcia znajdującego się po drugiej stronie wzgórza zależy powodzenie przełamania. 

Z dywizji nadchodzi rozkaz, że przed wieczorem należy znowu zaatakować, przekroczyć Moderbach i o świcie zająć pozycje wroga. Do wsparcia tego trzeciego i decydującego ataku pułkownikowi Schwalbe zostaje przydzielony jeszcze jeden batalion z sąsiedniego pułku. Podjęte są już wszystkie przygotowania do nakazanego ataku, gdy podległy batalion otrzymuje od swojego dowódcy pułku powiadomienie, że atak odbędzie się nie tego, ale następnego dnia… Komunikacja pułkownika Schwalbe z jego przełożonymi została przerwana. Wroga artyleria zniszczyła całe jego środki łączności. Jest teraz zdany sam na siebie i musi działać na podstawie własnego osądu. Bezwzględnie nakazuje jednak już zagajony atak. W międzyczasie II. batalion zostaje przesunięty naprzód, aby uzupełnić luki silnie osłabionego I. batalionu. Jest już wieczór, nad nasiąkniętą krwią ziemią powoli zapada noc. Ciągle jeszcze strzela wróg, ciągle padają ze strzelnic bunkrów serie, ciągle jeszcze w lasach Eckschachen i Buschhübel szaleją płomienie pożaru. Jasno świecą eksplodujące w błysku pociski, które ozdabiają wody Moderbach. Na łące położone zostają nowe pontony – jeszcze raz, ma miejsce – trzecia już – próba forsowania. 
Udaje się.

Sam po drugiej stronie Moderbach, wytrwał w ogniu pocisków i karabinów maszynowych z grupką swoich ludzi Leutnant G., odcięty od reszty swojej kompanii i pułku. Ale teraz inni są przy nim. Jeszcze w nocy wdzierają się do lasu Buschhübel i zajmują znajdujące się tam pozycje polowe. Gdy szarzeje ranek, części pułku znajdują się już na tyłach wroga. Leutnant B. atakując wraz ze swoją kompanią wdarł się dalej przez las Buschhübelwald, zajął znajdujące się za nim wzgórza i tym samym unicestwił ostatnie bastiony tego kluczowego odcinka Linii Maginota. Wróg wycofuje się, a kiedy zostaje mu odcięty odwrót, podnosi ręce i poddaje się.”