Szturm na cytadelę twierdzy Brześć Litewski wrzesień 1939 r.

Szturm na Brześć 1

Autor: Leutnant Nemmich

Wrzesień 1939 r.: XIX Korpus Pancerny Guderiana toczy walki o twierdzę brzeską z polskim Zgrupowaniem „Brześć”.

Cała twierdza w Brześciu zbudowana została przez Rosjan; już podczas I wojny światowej toczyły się o nią ciężkie walki. Forty, obsadzone przez Polaków tylko w części, znajdowały się już w naszych rękach. Pełne okrążenie jądra twierdzy — cytadeli nie udało się jednak aż do dnia ataku. Polacy bronili się twardo na starych, biegnących zygzakiem wałach. Przed wałami wzdłuż i wszerz biegły fosy oraz pozbawione osłony płaszczyzny, które mogły być ostrzeliwane silnym ogniem flankującym z kazamat i strzelnic. Całe przedpole było jednak porośnięte drzewami — tak, że zasłonięta była widoczność. Często miało się wrażenie ostrzału przez strzelców znajdujących się na drzewach.

Po ostatnim, zmasowanym ostrzale z broni wszelkiego kalibru o godzinie 8:15 rozpoczął się atak. Początkowo szybko posuwał się naprzód. Po paru chwilach zaczął się jednak dobrze wycelowany, silny ogień piechoty z niewidocznych stanowisk. Przy dobrych możliwościach oskrzydlenia ze strony wroga, po stronie niemieckiej pojawiły się duże straty. O godzinie 9:00 atak zalegał na całej linii. Czołowe siły — zwłaszcza nasi pionierzy, którzy otwarli już wszystkie zapory z drutu kolczastego — okopywały się często w odległości kilku metrów od Polaków. Odważnym podciągnięciem kilku dział przeciwlotniczych starano się znów wprawić atak w ruch. Nim udało się osiągnąć sukces, obsługi dział w większości poległy lub zostały ranne.

W tym czasie, pod przewodnictwem znającego teren Białorusina, znalazłem miejsce, w którym udało się podejść bezpośrednio do wału twierdzy. Otrzymałem pozwolenie skierowania tam do akcji mojej grupy odwodowej. Wyposażona w 1 miotacz plecakowy i 1 średnią łódź gumową, już przy podchodzeniu poniosła ciężkie straty. Także łódź gumowa została kilkakrotnie przestrzelona. Gdy obok mnie padł na ziemię strzelec miotacza, pocisk z broni ręcznej przebił zbiornik, tak, że uszła zawartość. Mimo, iż od celu oddzielała nas tylko wąska fosa z wodą, początkowo skazani byliśmy na bezczynność. Wkrótce też dotarł do mnie rozkaz wycofania się — nasza artyleria chciała przeprowadzić ostrzał w naszym pobliżu. Tak bez skutku przebiegało to godzinami — tam i z powrotem, aż po zapadnięciu ciemności rozkazano okopanie się za określoną linią.

Całą noc trwała dzika, bezsensowna strzelanina. Przy tym stracono styczność z Polakami, rozpoznanie bojowe było złe. Gdy o świcie z pewnym pododdziałem zbierałem rannych z ziemi niczyjej, stwierdziłem tylko niemiecką, bezsensowną strzelaninę i żadnych reakcji ze strony wroga. Bez chwili namysłu wspiąłem się, wraz z pewnym Fahnenjunker — Unteroffizierem do cytadeli. W ten sposób my, pionierzy, mogliśmy jednak zapisać sobie na konto jakieś osiągnięcie. Trzymające w napięciu były minuty, w których byłem sam na sam z całą masą Polaków; niezapomniana natomiast chwila, w której mogłem uwolnić niemieckich jeńców — głównie rannych.

źródło: BA-MA RH 1205/240, tłumaczenie: Hainrich